Jak myśleć o Winnicy: nieoczywiste centrum Podola
Gdzie leży Winnica i czym różni się od „turystycznych hitów” Ukrainy
Winnica leży w środkowej części Ukrainy, na historycznym Podolu, nad rzeką Boh (po ukraińsku Południowy Buh). To miasto tranzytowe między Kijowem, Odessą i zachodnią częścią kraju, ale jednocześnie wystarczająco duże, by mieć pełną infrastrukturę, i na tyle spokojne, by zachować lokalny charakter. Dla kogoś przyzwyczajonego do Lwowa czy Odessy Winnica może wydawać się zbyt codzienna – ale właśnie w tej „zwyczajności” kryją się jej nietypowe atrakcje.
Porównując Winnicę z innymi miastami Ukrainy, łatwo zauważyć kilka kluczowych różnic:
| Miasto | Tempo i atmosfera | Dominujący typ atrakcji | Poziom „turystyczności” |
|---|---|---|---|
| Lwów | Gęsto, tłoczno w centrum, dużo turystów | Historyczne stare miasto, kawiarnie, klimat „Europy Środkowej” | Wysoki – wiele wycieczek zorganizowanych |
| Kijów | Metropolia, duże odległości, intensywne życie miejskie | Monumentalne cerkwie, punkty widokowe, muzea narodowe | Średni–wysoki (przed wojną), teraz bardziej lokalny |
| Odessa | Nadmorskie miasto, sezonowa turystyka, głośne lato | Morze, plaże, XIX-wieczna zabudowa, klimat portowy | Wysoki w sezonie |
| Winnica | Spokojne średniej wielkości miasto, bardziej „do życia” niż do turystyki | Nadrzeczne tereny, lokalna historia, industrialne dziedzictwo, małe manufaktury | Niski–średni, niewiele wycieczek zorganizowanych |
Miasto leży na skrzyżowaniu dawnych szlaków handlowych, a rzeka Boh przecina je na pół, tworząc naturalną oś spacerów i mniej oczywistych punktów widokowych. Podole bywa postrzegane jako „kresy” – teren pogranicza, gdzie przez stulecia mieszały się wpływy polskie, żydowskie, ukraińskie, rosyjskie i niemieckie. Zamiast jednego spektakularnego zabytku klasy UNESCO, dostaje się tu mozaikę małych historii poukrywanych w dzielnicach, fabrykach, starych cmentarzach i wioskach kilka, kilkanaście kilometrów od centrum.
Na obraz miasta nakłada się dzisiejszy kontekst wojenny: Winnica nie leży bezpośrednio na linii frontu, ale doświadcza alarmów, ograniczeń i infrastrukturalnych konsekwencji. To wpływa na sposób zwiedzania, funkcjonowanie niektórych atrakcji i ogólną atmosferę – bardziej „życia w mieście w czasie wojny” niż klasycznego city breaku.
Dla kogo Winnica będzie dobrym wyborem, a kto się rozczaruje
Winnica przyciąga innego typu podróżników niż Lwów czy Odessa. Zyskują tu osoby, które lubią połączenie zwyczajnego życia miasta z lokalnymi mikroatrakcjami, oraz podróżni zainteresowani regionem Podole poza utartym szlakiem.
Najwięcej skorzystają:
- miłośnicy historii lokalnej – osoby, które zamiast „listy top 10 zabytków” wolą prześledzić, jak zmieniała się struktura etniczna dzielnicy, gdzie był dawny cmentarz, którędy przebiegała granica getta czy gdzie istniały polskie szkoły;
- fani industrialnych klimatów – stare fabryki, bocznice kolejowe, magazyny nad Bohem, elektrownie, budynki zakładów z czasów radzieckich; wiele z nich nadal działa, część jest częściowo opuszczona;
- osoby lubiące kontakt z rzeką – Boh to nie tylko reprezentacyjny bulwar przy fontannach, lecz także dzikie brzegi, ustronne ścieżki, osiedlowe plaże i mosty o zupełnie innym charakterze niż „pocztówki”;
- podróżujący zainteresowani kuchnią lokalną – mniej modnych restauracji, więcej prostych jadłodajni, bazarów i małych zakładów produkcyjnych (sery, wędliny, przetwory), a w okolicy – gospodarstwa i winnice;
- osoby ceniące spokój i obserwowanie „codzienności” zamiast nieustannego „odhaczania” atrakcji z przewodnika.
Rozczarują się natomiast ci, którzy:
- szukają spektakularnych, „instagramowych” zabytków i iluzji „średniowiecznego starego miasta” – zabudowa Winnicy jest mieszana, z silnym komponentem radzieckim i powojennym;
- oczekują gęstej sieci muzeów z opisami po angielsku i rozbudowaną obsługą turystyczną – większość miejsc nastawiona jest na mieszkańców, a nie na zagranicznych gości;
- chcą intensywnego życia nocnego w stylu Odessy; w warunkach wojny i przy obowiązujących ograniczeniach aktywność wieczorna i nocna jest siłą rzeczy stonowana.
Jeśli celem jest „pierwszy kontakt” z Ukrainą i klasyczne atrakcje – lepiej zacząć od Lwowa czy Kijowa. Winnica i okolice sprawdzą się jako drugi lub trzeci wyjazd, gdy pojawia się chęć zejścia z głównego szlaku i zobaczenia, jak żyje region, o którym mało mówią standardowe przewodniki.
Wojenny kontekst regionu a oczekiwania turystyczne
Wojna zmieniła sposób myślenia o podróży po Ukrainie. Winnica nie jest wyjątkiem: dochodzi tu napięcie między „normalnym” życiem miasta a codziennym funkcjonowaniem w cieniu alarmów, ograniczeń i mobilizacji. Z punktu widzenia podróżnika oznacza to, że:
- niektóre atrakcje działają w skróconych godzinach albo w ogóle są zamknięte – szczególnie miejsca wymagające dużego zużycia energii (np. multimedialne fontanny) lub większych zgromadzeń;
- życie uliczne kończy się wcześniej; kawiarnie i bary często zamykają się przed godziną policyjną;
- miejscowi mogą różnie reagować na turystów – część jest zaskoczona, część zaciekawiona, czasem pojawia się pytanie „dlaczego akurat teraz tu przyjechałeś/przyjechałaś?”.
Wyjazd do Winnicy wymaga bardziej dojrzałego podejścia niż przed 2022 rokiem: więcej elastyczności, mniej sztywnego planowania co do minuty. Zamiast szukania „idealnego weekendu city break” lepiej nastawić się na obserwowanie, jak wygląda życie miasta w nietypowym, trudnym momencie historii.
Dojazd i realia wyjazdu do Winnicy w warunkach wojny
Pociąg, bus, auto – co daje największą swobodę
W warunkach wojny wybór środka transportu staje się ważniejszy niż zwykle. Zmienia się rozkład jazdy, częściej dochodzi do opóźnień, a kontrole bywają bardziej szczegółowe. Dla podróży do Winnicy najczęściej w grę wchodzą trzy opcje: pociąg, bus (marszrutka) i samochód.
Pociąg – wygoda i przewidywalność
Pociąg to zazwyczaj najbardziej rozsądny wybór przy dojeździe do Winnicy z Kijowa, Lwowa czy większych miast zachodniej Ukrainy. Winnica leży przy ważnej linii kolejowej, dzięki czemu:
- dojazd z Kijowa trwa zwykle kilka godzin, z Lwowa – dłużej, ale bez konieczności przesiadek na zatłoczonych dworcach autobusowych;
- wagonowe pociągi nocne i dzienne oferują możliwość pracy, odpoczynku, a w razie alarmu – załoga wie, jak reagować i gdzie skierować pasażerów;
- rozklad jazdy jest stosunkowo stabilny, a informacje o zmianach są łatwiej dostępne na oficjalnych stronach kolei niż w przypadku busów.
Minusem pociągu jest mniejsza elastyczność – nie da się spontanicznie wysiąść w małej wsi 20 km przed Winnicą, żeby zobaczyć zapomniany cmentarz czy dawną stację. Dla większości podróżnych to jednak najlepszy kompromis bezpieczeństwa, komfortu i przewidywalności.
Bus (marszrutka) – elastyczność kosztem komfortu
Między Winnicą a okolicznymi miasteczkami (i częściowo większymi miastami) kursują busy i marszrutki. Dają one:
- większą gęstość połączeń z okolicznymi miejscowościami – łatwiej dotrzeć do wsi, gdzie zatrzymują się tylko autobusy;
- możliwość wysiadania „po drodze” po uzgodnieniu z kierowcą – przydatne, gdy celem są mniejsze atrakcje nad Bohem czy winnice w podmiejskich wsiach;
- często niższy koszt niż pociąg na krótszych trasach.
Z kolei minusy są dość oczywiste:
- mniejszy komfort jazdy, szczególnie na zapełnionych trasach;
- mniej przewidywalny czas przejazdu – korki, kontrole drogowe, objazdy;
- brak jasnych, jednolitych rozkładów w sieci – dużo informacji funkcjonuje „z ust do ust” i na lokalnych grupach.
Bus sprawdzi się przy jednodniowych wycieczkach z Winnicy do mniejszych miejscowości, jeśli priorytetem jest dotarcie do miejsc poza trasą pociągu, a podróżny akceptuje pewną dawkę improwizacji.
Samochód – największa wolność, najwięcej odpowiedzialności
Własne auto lub samochód wynajęty na Ukrainie daje pełną swobodę w docieraniu do nietypowych atrakcji Winnicy i okolic. Można zatrzymać się przy małej kapliczce na wzgórzu, skręcić w boczną drogę prowadzącą do opuszczonego młyna czy zjechać na dziką plażę nad Bohem.
Jednocześnie w warunkach wojny samochód oznacza:
- konieczność śledzenia aktualnych ograniczeń (np. przejazdów nocnych, check-pointów, stref zakazu wjazdu);
- większą odpowiedzialność za bezpieczeństwo – od stanu technicznego auta po reagowanie na alarmy;
- większą ekspozycję na kontrole dokumentów – także na drogach dojazdowych do Winnicy.
Przy krótszym wyjeździe i planie skoncentrowanym głównie na samym mieście i jednej–dwóch wycieczkach w okolice często wygodniejszy okazuje się schemat: pociąg do Winnicy + lokalny transport/busy. Auto ma sens, jeśli priorytetem są mniej znane miejsca nad Bohem, stare cmentarze i rozrzucone po wsiach manufaktury czy winnice.
Bezpieczeństwo, alarmy, ograniczenia – realistyczny obraz
Wizyta w Winnicy wymaga świadomego podejścia do kwestii bezpieczeństwa. Sytuacja jest dynamiczna, dlatego konkrety mogą się zmieniać, ale kilka ogólnych zasad pozostaje aktualnych.
Alarmy i godziny policyjne
System alarmów lotniczych działa w całej Ukrainie. W praktyce oznacza to, że:
- podczas alarmu zaleca się zejście do schronu, piwnicy lub przynajmniej odejście od okien; w wielu budynkach (hostele, większe kawiarnie, centra handlowe) są wyznaczone miejsca schronienia;
- transport publiczny może działać w ograniczonym zakresie lub z opóźnieniami;
- plan zwiedzania trzeba układać elastycznie – np. zakładając, że wizyta w muzeum może zostać przerwana.
Godzina policyjna sprawia, że życie miejskie zamiera stosunkowo wcześnie. Na poziomie praktycznym oznacza to, że wieczorne atrakcje należy planować tak, by spokojnie wrócić do noclegu z zapasem czasu. Późne powroty z podmiejskich miejscowości lepiej przełożyć, jeśli istnieje ryzyko utknięcia na trasie.
Działanie komunikacji i infrastruktury
Wojna może powodować przerwy w dostawie prądu, czasem również wody czy ogrzewania (w sezonie chłodnym). W Winnicy zazwyczaj są one krótsze niż w miastach bliżej frontu, ale:
- warto mieć przy sobie latarkę (nawet w telefonie) i powerbank o dużej pojemności;
- sensowne jest trzymanie przy sobie papierowej kopii ważnych informacji (adres noclegu, numery kontaktowe), na wypadek rozładowania telefonu;
- w restauracjach czy kawiarniach mogą pojawić się chwilowe problemy z płatnością kartą – lepiej mieć gotówkę w hrywnach.
Komunikacja miejska (tramwaje, autobusy, marszrutki) w Winnicy funkcjonuje stosunkowo sprawnie, ale zmiany tras czy częstotliwości nie zawsze są od razu dobrze oznaczone. Z punktu widzenia turysty: korzystniej jest łączyć spacery piesze z pojedynczymi przejazdami tramwajem czy busem, zamiast opierać cały dzień na gęsto zaplanowanych przesiadkach.
Skąd czerpać informacje: komunikaty oficjalne kontra lokalne źródła
Planowanie podróży do Winnicy wymaga żonglowania dwoma typami źródeł informacji, które się uzupełniają.
Oficjalne komunikaty i strony
To przede wszystkim:
- strony kolei państwowych – aktualne rozkłady pociągów, informacje o ewentualnych wstrzymaniach ruchu na danych trasach;
- oficjalne profile miasta Winnica w mediach społecznościowych – komunikaty o ograniczeniach, wydarzeniach publicznych, zmianach w transporcie;
- strony ministerstw (np. spraw zagranicznych) – ogólne informacje o bezpieczeństwie podróży na Ukrainę.
Lokalne grupy, szeptany internet i rozmowy w terenie
Drugą nogą są nieformalne kanały. Bez nich łatwo przegapić mniejsze wydarzenia czy sezonowe atrakcje, które nie trafiają do oficjalnych kalendarzy.
- lokalne grupy na Telegramie i Facebooku – tu najszybciej pojawiają się informacje o drobnych targach, wystawach w domach kultury, zmianach kursowania busów do podmiejskich wsi;
- rozmowy z właścicielami noclegów – w warunkach wojny to często najlepsze źródło aktualnych, praktycznych szczegółów (objazdy, zamknięte mosty, działające kawiarnie);
- kartki na przystankach i słupach ogłoszeń – archaiczne, ale wciąż skuteczne przy łapaniu mikrobusów do najmniejszych wsi nad Bohem.
Oficjalne kanały dają szkielet, a lokalne – mięśnie. Jedno bez drugiego sprawia, że albo zobaczysz tylko „pocztówkową” Winnicę, albo utkniesz w chaosie sprzecznych informacji.
Główne „oczywistości” Winnicy – i co jest poza nimi
Nadmuchane „must see”: fontanna, deptak, Muzeum Pirogowa
Większość krótkich opisów Winnicy krąży wokół trzech symboli: multimedialnej fontanny nad Bohem, reprezentacyjnego deptaka Soborna i kompleksu poświęconego Mikołajowi Pirogowowi. Każde z tych miejsc ma sens, ale każde ma też swoje „drugie dno”.
Fontanna nad Bohem kontra prawdziwe życie nad rzeką
W czasie pokoju fontanna uchodziła za wizytówkę miasta. W warunkach wojennych bywa wyłączona lub działa w ograniczonym zakresie, a cały spektakl multimedialny traci na znaczeniu. Zamiast czekać na show, ciekawsze bywa przesunięcie akcentu w dół rzeki.
Nad Bohem rozciąga się szereg mniej znanych, „zwyczajnych” odcinków nabrzeża:
- dzikie zejścia do wody przy mniejszych mostach, gdzie mieszkańcy spacerują z psami i łowią ryby;
- nieformalnie urządzone miejsca piknikowe, czasem z prowizorycznymi ławkami i huśtawkami;
- odcinki, gdzie widać pozostałości starej infrastruktury: filary dawnych mostów, fundamenty młynów wodnych.
Jeśli zestawić „pokazową” fontannę z tymi cichszymi fragmentami nabrzeża, wyraźnie widać dwa oblicza Winnicy: miasto, które lubi podkreślać swoją nowoczesność, i miasto, które wciąż żyje rytmem lokalnych spacerów i wędkarskich rytuałów. Dla fotografa czy osoby ciekawskiej to drugie bywa bogatsze.
Soborna: między reprezentacją a podwórkami
Główny deptak – ulica Soborna – pełni podobną funkcję jak krakowski Rynek czy lwowska Prospekta Swobody. Kto chce „odhaczyć” centrum, przejdzie się Soborną, wypije kawę, zobaczy klasyczne fasady.
Przy spojrzeniu porównawczym:
- Soborna – dużo sieciowych kawiarni, sklepów z ubraniami, banków; zabudowa zadbana, odświeżona, spójna z wizją „europejskiego” miasta;
- podwórka na zapleczu Sobornej – mieszanka starej zabudowy podolskiej, powojennych oficyn i spontanicznych dobudówek; nieoficjalne warsztaty, mini ogródki, suszące się pranie.
Jedno wyjście z deptaka w boczną bramę potrafi zmienić obraz miasta o 180 stopni. W kontekście wojny ten kontrast mocniej wybrzmiewa: frontowe fasady starają się utrzymać poczucie normalności, zaplecza pokazują bardziej szorstką codzienność.
Muzeum Pirogowa i nieoczywiste „muzea medycyny” w przestrzeni miasta
Kompleks Pirogowa – dom, ogród i mauzoleum znanego chirurga – to klasyczny punkt na mapie. Daje solidny wykład o historii medycyny i samej postaci, ale wiele osób wychodzi z poczuciem, że trafiło do „ładnego, lecz odrobinę muzealnego skansenu myśli naukowej”.
Ciekawsza bywa próba zestawienia tego miejsca z innymi, nieformalnymi „muzeami medycyny” w Winnicy:
- stare apteki z zachowanymi fragmentami wyposażenia (drewniane regały, stare szyldy, fragmenty ceramiki aptecznej);
- tablice pamiątkowe przy dawnych szpitalach wojskowych i cywilnych, które zmieniały funkcję w zależności od frontu i epoki;
- improwizowane punkty medyczne z pierwszych miesięcy pełnoskalowej inwazji – dziś już często niewidoczne, ale wspominane przez mieszkańców.
Odwiedzając Pirogowa po rozmowie z lokalnym lekarzem czy wolontariuszem medycznym, trudno uniknąć porównań: dawne ideały chirurgii polowej kontra współczesne doświadczenie medycyny wojennej w tym samym regionie.
Religijne ikony miasta i ich mniej oczywiste odpowiedniki
Katedra i monastyry jako „oczywisty” pejzaż
W panoramicznych ujęciach Winnicy dominują kopuły cerkwi i wieże kościołów – to dość standardowy obraz dla miasta tej wielkości. Główną osią jest katedra prawosławna, kilka monastyrów i kościół rzymskokatolicki, czasem wspominany jako ślad dawnej obecności polskiej.
Oglądanie wyłącznie tych „pocztówkowych” świątyń daje obraz miasta raczej jednorodnego wyznaniowo. Tymczasem struktura jest znacznie bardziej złożona, jeśli wyjść poza centrum.
Domy modlitwy, dawne synagogi, adaptowane kaplice
Na obrzeżach Winnicy i w mniejszych dzielnicach znajdują się skromne domy modlitwy baptystów, zielonoświątkowców czy wspólnot greckokatolickich, często mieszczące się na parterach bloków lub w dawno przekształconych willach. Są mniej „fotogeniczne”, ale mówią więcej o współczesnej religijności niż monumentalne świątynie.
Równolegle istnieją budynki, które przez dekady zmieniały funkcje:
- dawne synagogi, częściowo zachowane, czasem przekształcone w domy kultury lub magazyny;
- małe kaplice przycmentarne, które w czasach radzieckich pełniły rolę składów, a po 1991 roku znów stały się miejscem modlitwy;
- krzyże i kapliczki przydrożne, często odnowione po 2014 roku, kiedy wojna na wschodzie Ukrainy skłoniła społeczności do widoczniejszego manifestowania pamięci i wiary.
Porównanie „oficjalnego” oblicza religii (katedry, duże uroczystości) z tą cichą, podwórkową warstwą pozwala lepiej zrozumieć, jak złożona jest mapa tożsamości w Winnicy.
Kultura kawiarni i cukierni: sieciówki kontra rodzinne miejsca
Kawiarnie „instagramowe”
Centrum Winnicy – podobnie jak wielu miast Ukrainy – doczekało się szeregu nowoczesnych kawiarni: jasno, minimalistycznie, alternatywne metody parzenia kawy, modne desery. Dla części odwiedzających to wygodne „bezpieczne pole”: menu po angielsku, Wi-Fi, gniazdka, przewidywalny standard.
Cukiernie i stoliki pod blokiem
Druga warstwa to starsze cukiernie miejskie przy mniej reprezentacyjnych ulicach: skromniejszy wystrój, ale ciasta oparte na lokalnych przepisach, nierzadko utrzymywanych przez tę samą rodzinę od lat. W dodatku w podwórkach bloków pojawiają się małe, półformalnie prowadzone budki z kawą i wypiekami „od babci”.
Różnica jest nie tylko estetyczna:
- kawiarnie sieciowe – wygodne do pracy, rozmów online, spotkań biznesowych, bardziej odklejone od lokalnej codzienności;
- cukiernie rodzinne i stoiska „pod blokiem” – miejsce, gdzie usłyszysz lokalny dialekt, komentarze do frontowych wiadomości, anegdoty o dawnych czasach.
Dla osoby szukającej „nieprzewodnikowego” doświadczenia ciekawsze bywają właśnie te drugie: tutaj wojna nie tylko pojawia się w rozmowach, ale i wpływa na menu (zamienniki składników, domowe przetwory zamiast importowanych dodatków).

Ślady historii, których nie widać na pierwszy rzut oka
Wielowarstwowość Winnicy: od Imperium Rosyjskiego po dzisiejszy front
Na powierzchni Winnica wydaje się miastem z dominującą narracją: „nowoczesne centrum regionu, rozwijające się mimo wojny”. Głębiej ujawnia się układ przypominający przekrój geologiczny.
- warstwa imperialna – budynki z czasów carskich, dawne gmachy administracyjne, koszary;
- warstwa międzywojenna – okres polsko-radzieckich sporów o granice i dynamiczne zmiany przynależności politycznej;
- warstwa radziecka – bloki, zakłady przemysłowe, pomniki (część już usunięta, część wciąż obecna);
- warstwa niepodległościowa – nowe pomniki, nazwy ulic, murale;
- warstwa wojenna po 2014 i 2022 roku – tablice pamięci poległych, wolontariackie centra pomocy, adaptowane schrony.
Rzadko da się je zobaczyć wszystkie naraz. Zwykle dopiero porównywanie miejskich „krawędzi” – np. granicy starego centrum z radzieckimi blokowiskami – odsłania, jak wiele tu nawarstwień.
Cmentarze jako klucz do zrozumienia miasta
Stare nekropolie miejskie
Winnickie cmentarze są jak archiwa pod gołym niebem. Oprócz głównych, czynnych nekropolii istnieją starsze, częściowo zamknięte lub ograniczone w użytkowaniu, gdzie sąsiadują ze sobą nagrobki polskie, żydowskie, ukraińskie i rosyjskie.
Na jednym spacerze można natknąć się na:
- zardzewiałe napisy cyrylicą z końca XIX wieku;
- polskie epitafia oficerów i ziemian związanych z Podolem;
- zniszczone lub celowo „oczyszczone” ślady po nagrobkach żydowskich.
Dla osób znających Lwów czy Wilno kontrast jest wyraźny: tam część nekropolii została „oswojona” turystycznie, tu – w Winnicy – wiele miejsc wciąż pozostaje nieopisanych, bez tablic informacyjnych, funkcjonuje bardziej w pamięci rodzin niż w oficjalnej narracji.
Nowe kwatery wojenne
Od 2014 roku, a szczególnie po 2022, cmentarze wzbogaciły się o aleje żołnierzy i wolontariuszy. Różnica między starymi kwaterami wojennymi a nowymi jest wyraźna:
- starsze – bardziej anonimowe, jednolite, często z jednym wspólnym pomnikiem, czasem z radziecką symboliką;
- nowe – pełne indywidualnych znaków: flag, naszywek jednostek, zrobionych domowym sposobem tabliczek, lampek solarnych, zdjęć w ramkach.
Dla osoby z zewnątrz to przejmująca lekcja aktualnej historii regionu. Dla mieszkańców – codzienna trasa: ludzie wpadają „po drodze”, przynoszą świeczki, rozmawiają. To inne doświadczenie niż wizyty na „historycznych” miejscach pamięci sprzed stu lat.
Ślady społeczności żydowskiej i polskiej poza oczywistymi punktami
Poza oficjalnymi tablicami
O Winnicy jako ośrodku żydowskim piszą raczej specjalistyczne opracowania niż ogólne przewodniki. W przestrzeni miejskiej ślady tej obecności są rozproszone:
- budynki po dawnych synagogach, szkołach, domach modlitwy – często przebudowane, ale rozpoznawalne po układzie okien, portali, specyficznej bryle;
- pozostałości gett i miejsc zagłady – dziś częściowo zabudowane, bez wyraźnych oznaczeń, funkcjonujące głównie w pamięci rodzinnej i lokalnych historyków;
- stare macewy wtórnie użyte w ogrodzeniach, fundamentach, chodnikach – wciąż odkrywane przy remontach.
Podobnie z polską obecnością: główne świątynie i kilka pomników to tylko wierzchołek. Reszta kryje się w nazwiskach na nagrobkach, inskrypcjach na kamienicach czy wspomnieniach właścicieli domów, którzy znaleźli w piwnicy dokumenty lub książki z polskimi pieczątkami.
Architektura przemysłowa: dawne zakłady, młyny, kolej
Fabryki i magazyny jako zapomniane zabytki
Przeciętny przewodnik koncentruje się na świątyniach i reprezentacyjnych gmachach. Tymczasem dla zrozumienia Winnicy równie ważna jest architektura przemysłowa: dawne zakłady produkcyjne, magazyny zbożowe, infrastrukturę kolejową.
W okolicach stacji kolejowych, bocznic i nad Bohem można znaleźć:
- ceglane hale z początku XX wieku, częściowo opuszczone, częściowo zaadaptowane na warsztaty;
- dźwigi, suwnice i rampy przeładunkowe, które pamiętają jeszcze czasy przedwojennych eksportów zboża z Podola;
- drewniane i metalowe konstrukcje mostów technicznych, dziś często zamknięte lub wykorzystywane przez miejscowych jako skróty.
Kolej jako scena zmian: od Imperium po ewakuacyjne pociągi
Dworce i tory w Winnicy to dobre miejsce, by zobaczyć różnicę między „ruchem turystycznym” a ruchem wymuszonym wojną. Stary gmach dworca kolejowego, zmodernizowany, ale wciąż noszący piętno kolei carskiej i radzieckiej, funkcjonuje dziś równocześnie jako węzeł logistyczny i przestrzeń przejściowa dla uchodźców z innych regionów.
Kontrast jest wyraźny:
- w okresach względnego spokoju – ruch podobny do tego z lat 2010: migracje zarobkowe, studenci, osoby jadące do Kijowa lub Odessy;
- w okresach zaostrzenia działań wojennych – nagłe zagęszczenie ludzi z walizkami na dłuższy pobyt, wolontariusze z herbatą i kanapkami, ogłoszenia o darmowych przejazdach lub czasowych noclegach.
To miejsce, gdzie „normalność” i „stan wyjątkowy” przeplatają się najbardziej dosłownie: na jednym peronie ktoś wraca z delegacji służbowej, na drugim czeka rodzina, którą wywieziono z przyfrontowego miasteczka.
Mosty nad Bohem: nie tylko widokówka
Mosty drogowe kontra techniczne przejścia
Winnica chętnie pokazuje swoje główne mosty drogowe nad Bohem: oświetlone, zadbane, obecne na zdjęciach promocyjnych. Tymczasem obok nich istnieją mniej spektakularne przeprawy techniczne – wąskie mostki dla pieszych, konstrukcje kolejowe, kładki prowadzące do dawnych terenów przemysłowych.
W praktyce dają one dwie zupełnie różne perspektywy:
- główne mosty – szeroki, uporządkowany widok na rzekę, z linią nowoczesnych budynków w tle;
- mosty techniczne – bliska obserwacja nadrzecznych zarośli, odrapanych murów fabryk, ogródków działkowych, nieformalnych miejsc wędkowania.
Dla osoby, która zna tylko „widokówkową” Winnicę, spacer po starych, czasem półlegalnie użytkowanych kładkach jest zaskoczeniem: widać tam inne miasto, wolniejsze, mniej reprezentacyjne, ale bliższe temu, jak naprawdę funkcjonuje przestrzeń nadrzeczna.
Nadrzeczne ogródki i nieformalne ścieżki
Nad Bohem rozciąga się gęsta sieć ogródków działkowych, ścieżek wydeptanych przez wędkarzy i skrótów łączących dzielnice mieszkaniowe z dawnymi zakładami. Oficjalne mapy i przewodniki pokazują najczęściej bulwary i odnowione odcinki nadbrzeża, natomiast prawdziwe codzienne życie toczy się kilka metrów dalej, za płotami i wąskimi przejściami między ogródkami.
Spotykają się tu trzy logiki użytkowania przestrzeni:
- rekreacyjna – rowerzyści, biegacze, rodziny z dziećmi korzystające z nowych alejek i ławek;
- subsystencyjna – działkowcy sadzący ziemniaki, warzywa, trzymający ule lub małe szklarnie, częściowo dla oszczędności, częściowo z przyzwyczajenia z czasów radzieckich;
- logistyczna – pracownicy magazynów i warsztatów korzystający z nieoznaczonych skrótów, żeby „przeciąć” zakole rzeki.
Wojna tylko częściowo zmieniła ten układ: część ogródków w praktyce stała się zapleczem żywnościowym dla rodzin, które przyjęły uchodźców z innych regionów. Zmieniły się też rozmowy na działkach – z tematów o plonach płynnie przechodzą w relacje z frontu, porównania cen paliwa i dyskusje o tym, kto z sąsiadów wyjechał za granicę.
Codzienność w cieniu wojny: miejsca, których nie ma w folderach
Punkty pomocy, których fasady nic nie zdradzają
W przestrzeni mieszkalnej Winnicy działają setki punktów wolontariackich i lokalnych inicjatyw, zwykle niewidocznych dla „przypadkowego” odwiedzającego. Część z nich mieści się w piwnicach bloków, część w dawnych świetlicach zakładowych, część w niedużych lokalach po sklepach.
Na pierwszy rzut oka to zwykłe drzwi z lakoniczną kartką. Dopiero po wejściu widać, że funkcjonuje tu:
- magazyn z ubraniami i środkami higienicznymi dla uchodźców;
- przestrzeń pakowania paczek na front – od żywności po improwizowany sprzęt techniczny;
- punkt, gdzie szyje się opaski, kamizelki, pokrowce na sprzęt lub sieci maskujące.
Takie miejsca dobrze pokazują różnicę między oficjalnym systemem pomocy (instytucje, fundacje z własnymi siedzibami) a siecią oddolnych działań. W pierwszym przypadku widzimy logotypy i profesjonalne biura, w drugim – zastawione stołami korytarze, ludzie z sąsiedztwa i improwizowane kartony po bananach pełne sortowanych rzeczy.
Schrony i piwnice jako „drugi obieg” miasta
System schronów w Winnicy nie jest jednolity. Obok kilku lepiej przygotowanych, oznakowanych miejsc funkcjonuje mnóstwo piwnic adaptowanych ad hoc – po remoncie, z podstawowymi zapasami, ale wciąż dalekich od podręcznikowych standardów obrony cywilnej.
W praktyce składa się to na dwa równoległe światy:
- schrony oficjalne – szkoły, instytucje, większe budynki użyteczności publicznej, gdzie w godzinach alarmów częściej trafiają dzieci i osoby starsze;
- piwnice sąsiedzkie – miejsca, gdzie mieszkańcy bloków spotykają się regularnie, wypracowując własne zasady: kto ma latarkę, kto odpowiada za wodę, kto dzwoni do nieobecnych sąsiadów.
Osoba przyjezdna może tego nie zauważyć, jeśli przebywa głównie w centrum i w nowszych budynkach. Tymczasem dla wielu rodzin plan dnia wciąż układa się wokół potencjalnych alarmów i „czasów zejścia do piwnicy”, co wpływa choćby na to, jakie kawiarnie czy sklepy wybierają – preferowane są te z dostępem do bezpieczniejszego parteru lub piwnicy.
Miejskie targowiska: między tradycją a wojenną gospodarką
Bazary „starej szkoły” a nowe galerie handlowe
Winnica, jak większość miast regionu, balansuje między handlem w centrach handlowych a targowiskami na wolnym powietrzu. Dla oka przyzwyczajonego do galerii z identycznymi butikami, bazar może wydawać się chaotyczny. Jednak właśnie tam najlepiej widać, jak wojna i inflacja przeorganizowały codzienną ekonomię.
Kontrast jest prosty:
- galerie handlowe – sieciówki, stałe ceny, promocje znane z całej Ukrainy, jednolity standard obsługi;
- targowiska – elastyczny handel: negocjacje, zamiany, kredyt „do pensji”, towary sprowadzane nieregularnie z różnych regionów.
Wśród stoisk z warzywami, ubraniami i sprzętem domowym pojawiły się nowe kategorie towarów – od kamizelek taktycznych po powerbanki i używany sprzęt turystyczny, wykorzystywany na froncie. Część handlarzy utrzymuje jednocześnie rodzinę na miejscu i żołnierza na froncie, o czym mówią zupełnie bez patosu, między „pani weźmie dwa kilo, dam taniej” a „bratanek teraz pod Kupiańskiem”.
Mikrohandel uliczny: siatka, termos i karton
Poza dużymi bazarami istnieje gęsta sieć mikrohandlu: starsze osoby sprzedające kilka pęczków zieleniny, słoik miodu czy domowe przetwory na kartonach przy przystankach. To nie jest folklor dla turystów, lecz raczej próba „podreperowania” domowego budżetu.
W odróżnieniu od oficjalnych targowisk:
- asortyment jest minimalny, ale ściśle sezonowy i zwykle bardzo świeży;
- transakcje są szybkie, często bez paragonów, oparte na relacji „stały klient – stały sprzedawca”;
- rozmowa przy zakupie dotyczy wprost kosztów życia, cen ogrzewania, kursu hrywny i przekazów pieniężnych od bliskich z zagranicy.
Dla kogoś, kto szuka „autentyczności”, łatwo popaść tu w egzotyzację. Tymczasem jest to raczej wskaźnik, jak cienka bywa granica między samowystarczalnością a potrzebą dodatkowego źródła dochodu w mieście „na tyłach” wojny.
Osiedla mieszkaniowe: między blokowiskiem a „miasteczkiem w mieście”
Bloki radzieckie kontra nowe osiedla „komfort-klas”
Przeciętny spacer po Winnicy, ograniczony do centrum, łatwo pomija duże osiedla mieszkaniowe, które w praktyce tworzą większość tkanki miasta. Zderzają się tam dwa modele urbanistyczne:
- radzieckie blokowiska – powtarzalne bloki, dużo zieleni, ale niewiele prywatnej przestrzeni, sklepy i usługi w parterach lub wolnostojących pawilonach;
- nowe osiedla „komfort-klas” – ogrodzone, z parkingami, placami zabaw, czasem własnymi sklepikami i siłowniami.
Różnica nie jest tylko wizualna. W blokach radzieckich sieć sąsiedzka ma dłuższą historię, często pamięta czasy postradzieckiego kryzysu i pierwszych lat niepodległości. Na nowych osiedlach mieszkańcy częściej są „przyjezdni” – z mniejszych miejscowości lub innych regionów, nierzadko uchodźcy, którzy zdecydowali się zostać na dłużej.
W praktyce oznacza to inne wzory codziennych rytuałów: w starych blokach właścicielka pieska zna połowę klatki, na nowym zamkniętym osiedlu kontakt międzyludzki odbywa się częściej na forach i czatach mieszkańców niż w windzie.
Podwórka jako miniaturowe place miejskie
Podwórka blokowe w Winnicy pełnią rolę, jaką w bardziej „turystycznych” miastach spełniają place i skwery. To miejsca, gdzie łączą się różne generacje, gdzie krzyżują się informacje, a jednocześnie przepływa sporo nieformalnej pomocy.
Można tam zobaczyć dwie logiki organizacji przestrzeni:
- podwórka „dzikie” – z nieformalnymi parkingami, blaszakami, starymi placami zabaw i mieszanką roślin sadzonych przez mieszkańców według własnego uznania;
- podwórka „uregulowane” – odnowione, z nowymi placami zabaw, wyznaczonymi miejscami parkingowymi, wspólnymi nasadzeniami ustalonymi przez wspólnotę mieszkaniową.
W obu typach podwórek wojna jest obecna na murach (napisy, flagi, portrety poległych sąsiadów), w rozmowach przy ławkach i w widoku paczek wysyłanych „do naszych chłopaków”. Dla przyjezdnego to często pierwszy kontakt z doświadczeniem, które w centrum pozostaje bardziej abstrakcyjne.
Nieoczywiste miejsca pamięci: murale, podwórkowe tabliczki, tymczasowe ołtarze
Murale między sztuką a deklaracją
Murale w Winnicy nie są tylko dekoracją. Część powstała jako projekty artystyczne, część jako spontaniczne odpowiedzi na wydarzenia polityczne. Na ścianach bloków, szkół czy garaży pojawiają się wizerunki bohaterów współczesnej wojny, symbole państwowe, hasła antyimperialne.
W odróżnieniu od klasycznych pomników:
- murale szybciej reagują na aktualne wydarzenia – nowe prace potrafią powstać w ciągu kilku dni po ważnej bitwie czy śmierci znanej postaci;
- są bardziej podatne na erozję i zamalowanie – znikają, ustępując miejsca kolejnym warstwom, jak palimpsest;
- funkcjonują jednocześnie jako sztuka uliczna i rodzaj informacyjnej „tablicy ogłoszeń” wspólnoty.
Dla obserwatora z zewnątrz ciekawa jest też różnica stylistyczna: od dość klasycznych, realistycznych portretów po prace z estetyką komiksu lub memu internetowego. To dobry wskaźnik, która część społeczności identyfikuje się z danym przekazem.
Tabliczki i ołtarzyki półprywatne
Obok murali pojawia się wiele znacznie skromniejszych form pamięci: metalowe lub laminowane tabliczki na elewacjach, zdjęcia w ramkach przy drzwiach klatek, małe „ołtarzyki” w korytarzach szkolnych. Upamiętniają konkretnych ludzi – nauczyciela, który zginął na froncie, sąsiada z trzeciego piętra, kierowcę autobusu.
Różnica między pomnikami „oficjalnymi” a tymi formami jest fundamentalna:
- oficjalne – projektowane z myślą o mieście czy państwie jako całości;
- półprywatne – tworzone przez mikrospołeczności, często bez zgody lub zainteresowania władz, czasem z wykorzystaniem domowych materiałów.
Dla badacza miasta to cenne źródło informacji: pokazuje, gdzie gęstość „konkretnych” strat jest największa, które dzielnice mają silniejsze sieci sąsiedzkie, a gdzie pamięć jest rozproszona i bardziej anonimowa.
Przedmieścia i wiejskie obrzeża: łagodniejsze krajobrazy, ostrzejsze kontrasty
Peryferyjne wsie jako „magazyn pamięci” regionu
Na granicy miasta i wsi otaczających Winnicę krajobraz zmienia się z bloków na niską zabudowę, sady i pola. Te obszary rzadziej trafiają do folderów turystycznych, ale przechowują sporo elementów, które w centrum zostały już zatarte: stare krzyże, ruiny dawnych dworów, drobne kapliczki i pomniki z czasów wojen światowych.
Różnica między centrum a obrzeżami jest wyraźna w sposobie, w jaki przeszłość „wisi w powietrzu”:
Najważniejsze punkty
- Winnica to spokojne, średniej wielkości miasto tranzytowe na Podolu, bardziej „do życia” niż do klasycznej turystyki, z nadrzeczną osią spacerową wzdłuż Bohu zamiast spektakularnego starego miasta.
- Na tle Lwowa, Kijowa czy Odessy wyróżnia się niskim poziomem „turystyczności” i mozaiką drobnych, lokalnych historii (fabryki, cmentarze, dawne dzielnice) zamiast jednego ikonicznego zabytku.
- Najlepiej odnajdą się tu miłośnicy lokalnej historii, industrialnych klimatów, kontaktu z rzeką, prostego jedzenia z bazarów i małych manufaktur oraz osoby ceniące spokojną obserwację codzienności.
- Rozczarować się mogą ci, którzy oczekują instagramowych widoków, „pocztówkowego” średniowiecznego centrum, gęstej sieci muzeów z opisami po angielsku i życia nocnego w stylu Odessy.
- Wojna przesunęła akcent z klasycznego city breaku na doświadczenie miasta funkcjonującego w cieniu alarmów, ograniczeń i mobilizacji – krótsze godziny działania atrakcji, wcześniejsze zamknięcia lokali, bardziej stonowana atmosfera.
- Wizyta w Winnicy wymaga elastyczności i dojrzałego podejścia: mniej sztywnego planu, więcej gotowości na to, że coś będzie zamknięte lub zmieni godziny, a rozmowa z mieszkańcami może zacząć się pytaniem „dlaczego akurat teraz tu przyjechałeś?”.
- To dobry wybór raczej na drugi czy trzeci wyjazd do Ukrainy, gdy ktoś ma już „odhaczone” Lwów czy Kijów i chce zobaczyć, jak wygląda życie w mniej opisanym regionie i poza głównym turystycznym szlakiem.
Bibliografia i źródła
- Vinnytsia. Encyclopaedia Britannica – Informacje ogólne o położeniu, historii i charakterystyce Winnicy
- Vinnytsia Oblast. Encyclopaedia Britannica – Opis regionu Podole, uwarunkowania historyczne i geograficzne
- Ukraine: A Modern History. Harvard University Press (2015) – Tło historyczne Ukrainy, rozwój miast i regionów, w tym Podola
- Ukraine: An Illustrated History. University of Toronto Press (2010) – Zarys dziejów Ukrainy, wieloetniczny charakter regionów pogranicza
- Ukraine Country Report. World Bank – Dane o infrastrukturze transportowej, kolei i drogach w Ukrainie





